Było piękne słoneczne popołudnie, promienie słońca ogrzewały mi twarz, a letni wiatr odgarniał z niej niesforne kosmyki moich blond włosów. Siedziałam na balkonie i przyglądałam się miastu, w rękach trzymałam moją ulubioną książkę, którą czytam w kółko od około trzech lat. Powiedzmy, że leczyła ona moje rany, które uparcie nie chciały się zagoic, nie wiem kto stwierdził, że czas je wyleczy, ale według mnie był kompletnym kretynem. Włożyłam zakładkę na sześcdziesiątą piątą stronę "Szukając Alaski" Johna Greena i wstałam wciągając do płuc letnie powietrze, podeszłam do barierki i spojrzałam w niebo. Chmury powoli przesuwały się po bezgranicznym błękicie, były takie wolne, niczego się nie bały. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, a bolesne wspomnienia wracają kując mnie bezlitośnie w serce. Pierwsze krople spłynęły w dół po policzkach przynosząc chwilowe ukojenie. Gdybym mogła wrócic i to wszystko naprawic...
Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi, pospiesznie otarłam łzy z twarzy i poszłam je otworzyc.
W drzwiach stała moja mama. Wysoka, szczupła około pięcdziesiątki. Miała krótkie ciemnobrązowe włosy, które były w nieładzie, zawsze szczerze uśmiechnięta, jej szare oczy błyszczały.
- Kochanie, zejdź na kolację, zrobiłam twoją ulubioną zapiekankę. Nie możesz tu siedziec sama całymi dniami, to ci nie pomoże.
- Mamo ja... - Próbowałam tłumaczyc, ale ona mi przerwała.
- Dziś zjesz z nami, idziesz na dół i koniec dyskusji. - Odparła niezłomnie. Wspominałam już, że jest cholernie uparta i zasadnicza?
Z miną szczeniaka ruszyłam za nią po schodach, w jadalni siedział już ojciec i czytał gazetę, kiedy zauważył moją obecnośc odłożył ją i uśmiechnął się ciepło. Zawsze mogłam liczyc na jego wsparcie, byliśmy bardzo podobni z charakteru, rozumiał co czuję.
- Proszę, elegancka jak zawsze. - Zaśmiał się, na widok mojego stroju.
- Wiem, specjalnie się tak wystroiłam, układałam włosy i robiłam make-up. Na takiej kolacji nie wypada wyglądac źle.
Oboje się zaśmialiśmy, w sumie było z czego, wyglądałam żałośnie w za dużym czerwonym, wełnianym swetrze sięgającym mi prawie do kolan, zimowych skarpetach i włosach odstających na wszystkie strony.
Usiedliśmy do stołu, mama nakładała wszystkim zapiekankę opowiadając ojcu o niespodziewanym spotkaniu w sklepie ze swoją koleżanką z lat szkolnych. Kiedy oni prowadzili tę niesamowicie interesującą rozmowę ja bez apetytu grzebałam widelcem w jedzeniu, ostatnio w ogóle nie musiałam jeśc, czułam się gorzej niż zwykle.
- Kto zatrzymuje się na podjeździe? - Zapytał ojciec spoglądając przez okno na garaż.
Oderwałam wzrok z nad talerza i spojrzałam na czarnego mini-vana, który parkował przed naszym domem, nigdy wcześniej nie widziałam tego auta. Drzwi od strony kierowcy otworzyły się i wysiadła z nich szczupła brunetka niskiego wzrostu. Z czarnej torebki wiszącej na jej ramieniu wyciągnęła paczkę papierosów i odpaliła jednego z nich. Jej twarz wydawała mi się znajoma, byłam pewna, że gdzieś już widziałam tę dziewczynę. Po chwili z auta wysiadły jeszcze dwie osoby, blondynka o krótkich włosach na żelu zaczesanych do tyłu i stalowym spojrzeniu, które pewnie u nie jednego wywoływało dreszcze oraz szatynka, która nieśmiało wyglądała zza ramienia tej pierwszej. Kojarzyły mi się z kimś kogo bardzo dawno temu straciłam, ale to nie możliwe by tu wróciły, nie miały by po co.
Nieznajome ruszyły w stronę drzwi do domu, mama podniosła się z krzesła, rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi.
- Pójdę otworzyc i dowiem się o co chodzi. - Obdarzyła mnie i ojca niepewnym uśmiechem i ruszyła do holu. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, od paru lat niemiłosiernie skrzypiały, a ojciec nie miał czasu naoliwic zawiasów.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- My do Lottie, chcemy z nią porozmawiac. - Usłyszałam głos, który sprawił, że zaczęłam się trząśc i wybiegłam z pokoju ile sił w nogach. Po chwili stałam z nimi twarzą w twarz. Wróciły, wróciły do mnie.
Hannah, bo tak właśnie nazywała się brunetka, przekroczyła próg i wyciągnęła do mnie ręce. Podbiegłam i rzuciłam się jej w ramiona szlochając.
- Jesteście tu, jesteście tu znowu, wróciłyście po mnie. - Szeptałam, czułam, że nieźle zmoczyłam jej bluzkę moimi łzami.
- Pewnie, że po Ciebie wróciłyśmy. Nie pamiętasz? Te cholerne dwa lata już minęły, tak jak obiecałyśmy jesteśmy, nie zawiodłybyśmy Cię. - Odparła gładząc mnie po głowie.
Kiedy w końcu oderwałam się od Hannah, podeszła do mnie Grace i również mnie uścisnęła.
- Mamy coś dla ciebie. - Odparła z uśmiechem.
- Chodźmy do mnie, tam porozmawiamy. - Zaproponowałam.
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju. Po drodze dziewczyny oglądały wszystkie ramki zawieszone na ścianach, w większości z nich były nasze wspólne zdjęcia z "dobrych" czasów. Co chwilę wybuchały śmiechem komentując, któreś z nich tekstem typu: "Ale tu wyglądałaś" albo "Wyglądam jakby walec po mnie przejechał.". Tęskniłam za tym.
- To co macie dla mnie? - Zapytałam kiedy wszystkie razem usiadłyśmy na łóżku w mojej sypialni, dziewczyny wymieniły ze sobą spojrzenia i Grace zabrała głos.
- Mamy dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Widzisz, dużo myślałyśmy o tobie i nic się nie zmieniło w naszych relacjach, chcemy ci pomóc, wyciągnąc cię z tego gówna.
Nie wiedziałam co powiedziec, patrzyłam na nie tępo, nie rozumiejąc co mają na myśli przez "wyciągnąc cię z tego gówna".
- Układa się nam w Sydney, mamy własny sklep, mieszkanie, tam życie jest inne niż tu, ma się więcej perspektyw. Chcemy, żebyś tam z nami zamieszkała, bo do cholery jasnej siedzisz w tym domu już trzy lata, nie robiąc kompletnie nic! To będzie dla ciebie dobre, zaufaj nam, wiemy co mówimy. - Stwierdziła Hannah spuszczając wzrok.
Muszę przyznac, że nie tak sobie wyobrażałam tę rozmowę, sądziłam, że powspominamy trochę stare czasy i będzie po wszystkim. Myliłam się.
- Jesteście pewne tego co mówicie? Ja nie jestem taka jak kiedyś, mam świadomośc tego, że stałam się trudnym człowiekiem, ale nic na to nie poradzę. Będę wam wszystko tylko utrudniac. - Próbowałam wymigac się od przyjęcia propozycji, jednak bezskutecznie.
- Jesteśmy świadome ile przeszłaś i jak bardzo cierpiałaś. - Po raz pierwszy odezwała się Gwen. - Ale jeżeli nie pojedziesz, zawsze już będziesz czuc ten ból, do końca życia, a z każdym dniem mocniej.
- Gwen ja... Nie wiem co powiedziec...
- Po prostu się zgódź i biegnij pakowac walizeczki, bo musimy jutro iśc do pracy, a chcemy wrócic w miarę wcześnie. - Odparła uśmiechając się szeroko.
Pakowanie nie trwało długo, moja garderoba była skromna, za ledwie parę koszulek i para znoszonych jeansów, kosmetyków nie miałam w ogóle o ile nie liczyc płynu pod przysznic. Około 20 minut później byłam gotowa do drogi, jednak przed wyjazdem czekało na mnie najgorsze, muszę powiedziec rodzicom.
Zeszłam wolno po schodach, dziewczyny wzięły już moją walizkę, żeby włożyc ją do bagażnika, a poza tym Hannah chciała zapalic.
- Mamo, tato, muszę wam coś powiedziec...- Zaczęłam nieśmiało wchodząc do salonu, gdzie moi rodzice siedzieli i oglądali jakieś głupie romansidło z Hugh Grantem w roli głównej.
- Tak skarbie? - Odparł ojciec nie odrywając wzroku od ekranu.
Zebrałam się w sobie i wydusiłam jedno słowo.
- Wyjeżdżam.
Rodzice zerwali się z kanapy i popatrzeli na mnie zdezorientowani.
Rodzice zerwali się z kanapy i popatrzeli na mnie zdezorientowani.
- Wyjeżdżam z dziewczynami do Sydney, ja... Ja muszę zacząc życ, nie mogę zamykac się w sobie, bo to tylko mnie niszczy. Poza tym, już zdecydowałam.
Ojciec popatrzył na mnie smutno.
- W końcu nadszedł ten dzień kiedy przejrzałaś na oczy, szkoda, że tak późno i w tak nieoczekiwany sposób. Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? - Zapytał, patrząc na mnie uważnie znad czarnych oprawek swoich okularów.
- Tak tato, to wszystko czego chcę, nie będę sama, będzie wszystko dobrze. - Próbowałam dodac im otuchy.
- A co jeżeli twoje myśli wrócą? Kto ci tam pomoże? Tu przecież też możesz wychodzic, spotykac się ze znajomymi, po co jechac aż tak daleko.
- Żeby poznac inny świat niż ten i odmiennych ludzi, którzy będą mniej zepsuci niż ci, którzy mi to zrobili.
Ojciec westchnął i i odwrócił się w stronę okna, mama patrzyła raz na niego raz na mnie nie umiejąc odnaleźc się w tej sytuacji. Te parę minut ciszy było dla mnie jak wiecznośc, stałam nieruchomo wbijając wzrok w plecy taty, ręce pociły mi się ze stresu. W końcu się odwrócił i spojrzał na mnie ze łzami w oczach, bolał go mój wyjazd, ale tak powinno byc, dziecko dorasta i wyjeżdża, a w moim przypadku jeszcze dwie godziny temu to nie było takie pewne.
- J-jestem dumny skarbie, jak nigdy. - Wyjąkał i przytulił mnie mocno.
- Kocham was bardzo, dziękuję za wszystko.
Mama podeszła do nas i też nas przytuliła, nie pamiętam kiedy ostatnio byłam aż tak blisko z rodzicami, to było piękne.
- No koniec tych czułości, Sydney nie jest za płotem, a robi się późno, musimy jechac. - Powiedziała Hannah żartobliwie, opierając się o łuk pełniący funkcję drzwi prowadzących do salonu.
- W końcu nadszedł ten dzień kiedy przejrzałaś na oczy, szkoda, że tak późno i w tak nieoczekiwany sposób. Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? - Zapytał, patrząc na mnie uważnie znad czarnych oprawek swoich okularów.
- Tak tato, to wszystko czego chcę, nie będę sama, będzie wszystko dobrze. - Próbowałam dodac im otuchy.
- A co jeżeli twoje myśli wrócą? Kto ci tam pomoże? Tu przecież też możesz wychodzic, spotykac się ze znajomymi, po co jechac aż tak daleko.
- Żeby poznac inny świat niż ten i odmiennych ludzi, którzy będą mniej zepsuci niż ci, którzy mi to zrobili.
Ojciec westchnął i i odwrócił się w stronę okna, mama patrzyła raz na niego raz na mnie nie umiejąc odnaleźc się w tej sytuacji. Te parę minut ciszy było dla mnie jak wiecznośc, stałam nieruchomo wbijając wzrok w plecy taty, ręce pociły mi się ze stresu. W końcu się odwrócił i spojrzał na mnie ze łzami w oczach, bolał go mój wyjazd, ale tak powinno byc, dziecko dorasta i wyjeżdża, a w moim przypadku jeszcze dwie godziny temu to nie było takie pewne.
- J-jestem dumny skarbie, jak nigdy. - Wyjąkał i przytulił mnie mocno.
- Kocham was bardzo, dziękuję za wszystko.
Mama podeszła do nas i też nas przytuliła, nie pamiętam kiedy ostatnio byłam aż tak blisko z rodzicami, to było piękne.
- No koniec tych czułości, Sydney nie jest za płotem, a robi się późno, musimy jechac. - Powiedziała Hannah żartobliwie, opierając się o łuk pełniący funkcję drzwi prowadzących do salonu.
- Idę, idę, okres masz czy jak?
- Trzymaj się kochanie. - Powiedział ojciec wypuszczając mnie z objęc.
Tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu. Usiadłam na tylnym siedzeniu mini-vana obok Grace, która uporczywie do kogoś wydzwaniała. Gwen wsadziła płytę Green Day'a do odtwarzacza i po chwili całe auto wypełniła muzyka. Nie byłam fanką tego zespołu, ale go lubiłam, jak było mi bardzo źle puszczałam sobie ich parę piosenek, które miałam na iPodzie, dawały mi energię, dziwnie motywowały.
- Kurwa! Hannah ten sukinsyn nie odbiera, jak go dorwę to zdechnie. - Warknęła Grace, pierwszy raz widziałam ją tak złą, a w dodatku nigdy wcześniej nie słyszałam, że przeklina.
- Wyślij mu sms, jak sam nie zadzwoni i wpadniemy z nim pogadac. Odpowiedziała Hann wbijając wzrok w jezdnię.
Nie chciałam byc wścibska, ale zerknęłam na wyświetlacz telefonu dziewczyny. Pisała do niejakiego Hemmingsa.
-"Skurwielu jak ty i ta twoja pieprzona ekipa nie wyniesiecie się do siebie to was zapierdolę".
Okey, trochę dużo się zmieniło odkąd je ostatnio widziałam i co do cholery znaczy ten sms? Jaki Hemmings, to jej chłopak?
Reszta podróży minęła spokojnie, żartowałyśmy, wspominałyśmy stare czasy, czułam się dobrze jak nigdy. Jechałyśmy autostradą, patrzyłam za okno na srebrną tarczę księżyca, która oświetlała drogę, niebo było dziś wyjątkowo piękne, bez ani jednej chmury, nawet nie pamiętam kiedy podziwiając je zasnęłam.
- Hej, Lottie obudź się, jesteśmy na miejscu. - Gwen delikatnie potrząsała moim ramieniem.
Znajdowałam się przed blokiem na jednym z osiedli w Sydney. Wysiadłam z auta, dziewczyny podały mi moją walizkę i ruszyłyśmy na ostatnie piętro.
Grace przekręciła klucz w zamku, a przede mną ukazało się piękne, duże mieszkanie urządzone w kolorach czarnym i białym.
- Wow, nie wspominałyście, że wygrałyście w totka. - Pochłaniałam wzrokiem każdy centymetr kwadratowy tego miejsca.
- Nie wygrałyśmy, mówiłam ci, że mamy sklep, całkiem nieźle zarabiamy. Choc pokażę ci twój pokój, spodoba ci się. - Odparła Hannah z uśmiechem.
Poszłam za nią na koniec korytarza, oprócz drzwi prowadzących do mojej sypialni były tam cztery inne, zapewne ich pokoje i łazienka.
- Zapraszam do twojego nowego królestwa, mam nadzieję, że będzie ci tu dobrze.
- Na pewno, jest piękne, dziękuję wam. - Odparłam wchodząc do przestronnego białego pokoju, na środku którego stało łóżko ze stalową ramą przyozdobioną lampkami.
Po przeciwnej ścianie od drzwi było ogromne okno przez, które mogłam podziwiac miasto.
- Jakby coś jesteśmy w kuchni, łazienka jest obok, gdybyś potrzebowała balsamu czy czegoś jest u mnie na komodzie w kosmetyczce. - Uśmiechnęła się i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Wzięcie prysznica to faktycznie dobry pomysł, wyjęłam z walizki ręcznik, piżamę, ale oczywiście zapomniałam tego nieszczęsnego żelu pod prysznic, no pięknie. Postanowiłam iśc do pokoju Hann i pożyczyc od niej, w końcu sama powiedziała, że jak będę czegoś potrzebowac mam tam zajrzec. Pokój Hannah był zaraz obok, wyglądał tak samo jak mój tylko, że na ścianach wisiały obrazy i różne zdjęcia, nawet na niektórych byłam ja. Komoda stała obok łóżka, jednak nie było na niej żadnej kosmetyczki, rozejrzałam się po całym pokoju, chyba jej tu nie ma, może jest w szufladzie. Odsunęłam i zaczęłam szukac kosmetyczki pośród ogromnej ilości ubrań, które się tam znajdowały. Nagle wyczułam coś zimnego i twardego, chwyciłam mocniej i wyciągnęłam to z pod kupki t-shirtów. W ręce trzymałam pistolet, który raczej nie był zabawką, drzwi za moimi plecami otworzyły się, stały tam trzy osoby, których jednak kompletnie nie znałam.
Tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu. Usiadłam na tylnym siedzeniu mini-vana obok Grace, która uporczywie do kogoś wydzwaniała. Gwen wsadziła płytę Green Day'a do odtwarzacza i po chwili całe auto wypełniła muzyka. Nie byłam fanką tego zespołu, ale go lubiłam, jak było mi bardzo źle puszczałam sobie ich parę piosenek, które miałam na iPodzie, dawały mi energię, dziwnie motywowały.
- Kurwa! Hannah ten sukinsyn nie odbiera, jak go dorwę to zdechnie. - Warknęła Grace, pierwszy raz widziałam ją tak złą, a w dodatku nigdy wcześniej nie słyszałam, że przeklina.
- Wyślij mu sms, jak sam nie zadzwoni i wpadniemy z nim pogadac. Odpowiedziała Hann wbijając wzrok w jezdnię.
Nie chciałam byc wścibska, ale zerknęłam na wyświetlacz telefonu dziewczyny. Pisała do niejakiego Hemmingsa.
-"Skurwielu jak ty i ta twoja pieprzona ekipa nie wyniesiecie się do siebie to was zapierdolę".
Okey, trochę dużo się zmieniło odkąd je ostatnio widziałam i co do cholery znaczy ten sms? Jaki Hemmings, to jej chłopak?
Reszta podróży minęła spokojnie, żartowałyśmy, wspominałyśmy stare czasy, czułam się dobrze jak nigdy. Jechałyśmy autostradą, patrzyłam za okno na srebrną tarczę księżyca, która oświetlała drogę, niebo było dziś wyjątkowo piękne, bez ani jednej chmury, nawet nie pamiętam kiedy podziwiając je zasnęłam.
- Hej, Lottie obudź się, jesteśmy na miejscu. - Gwen delikatnie potrząsała moim ramieniem.
Znajdowałam się przed blokiem na jednym z osiedli w Sydney. Wysiadłam z auta, dziewczyny podały mi moją walizkę i ruszyłyśmy na ostatnie piętro.
Grace przekręciła klucz w zamku, a przede mną ukazało się piękne, duże mieszkanie urządzone w kolorach czarnym i białym.
- Wow, nie wspominałyście, że wygrałyście w totka. - Pochłaniałam wzrokiem każdy centymetr kwadratowy tego miejsca.
- Nie wygrałyśmy, mówiłam ci, że mamy sklep, całkiem nieźle zarabiamy. Choc pokażę ci twój pokój, spodoba ci się. - Odparła Hannah z uśmiechem.
Poszłam za nią na koniec korytarza, oprócz drzwi prowadzących do mojej sypialni były tam cztery inne, zapewne ich pokoje i łazienka.
- Zapraszam do twojego nowego królestwa, mam nadzieję, że będzie ci tu dobrze.
- Na pewno, jest piękne, dziękuję wam. - Odparłam wchodząc do przestronnego białego pokoju, na środku którego stało łóżko ze stalową ramą przyozdobioną lampkami.
Po przeciwnej ścianie od drzwi było ogromne okno przez, które mogłam podziwiac miasto.
- Jakby coś jesteśmy w kuchni, łazienka jest obok, gdybyś potrzebowała balsamu czy czegoś jest u mnie na komodzie w kosmetyczce. - Uśmiechnęła się i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Wzięcie prysznica to faktycznie dobry pomysł, wyjęłam z walizki ręcznik, piżamę, ale oczywiście zapomniałam tego nieszczęsnego żelu pod prysznic, no pięknie. Postanowiłam iśc do pokoju Hann i pożyczyc od niej, w końcu sama powiedziała, że jak będę czegoś potrzebowac mam tam zajrzec. Pokój Hannah był zaraz obok, wyglądał tak samo jak mój tylko, że na ścianach wisiały obrazy i różne zdjęcia, nawet na niektórych byłam ja. Komoda stała obok łóżka, jednak nie było na niej żadnej kosmetyczki, rozejrzałam się po całym pokoju, chyba jej tu nie ma, może jest w szufladzie. Odsunęłam i zaczęłam szukac kosmetyczki pośród ogromnej ilości ubrań, które się tam znajdowały. Nagle wyczułam coś zimnego i twardego, chwyciłam mocniej i wyciągnęłam to z pod kupki t-shirtów. W ręce trzymałam pistolet, który raczej nie był zabawką, drzwi za moimi plecami otworzyły się, stały tam trzy osoby, których jednak kompletnie nie znałam.